Wspomnienia z Polski

John Darnton.............................
Michael Dobbs............................
Michael Kaufman....................
Korespondenci: John Darnton ......................New York Times
Michael Kaufman..............New York Times
John Tagliabue.....................New York Times
Michael Dobbs.....................Washington Post
Bradley Graham.................Washington Post
Jackson Diehl......................Washington Post
Victoria Pope .................Wall Street Journal
Nina Darnton.......New York Times Magazine


Tak się złożyło, że miałem dojście do Michnika. Wiele lat temu nasi ojcowie siedzieli w jednej więziennej celi we Lwowie. Ponieważ był w więzieniu, kiedy przyjechałem do Polski, nie mogłem się z nim skontaktować, ale wysłałem do niego wiadomość - mój pierwszy w życiu gryps - i spotkałem jego przyjaciół. Kiedy wyszedł z więzienia, spotkałem się z nim i poznałem wielu innych jego kolegów i współpracowników. Od początku wzbudzili moją sympatię. Byli pełni energii, zdolni, interesujący, a rozmawiało się z nimi o wiele ciekawiej niż z jakimkolwiek urzędnikiem państwowym lub partyjnym aparatczykiem. Ich argumenty natury moralnej robiły na mnie duże wrażenie, ale nie wystarczyło to, bym do końca zerwał z dziennikarstwem "geometrycznym". Nastąpiło to dopiero w chwili, gdy do Polski przybyła Flora Lewis, felietonistka Time'a pisząca o sprawach międzynarodowych. Znała Polskę - to ona relacjonowała wypadki poznańskiego czerwca w 1956 roku, miała też na koncie dobrą książkę o polskich dążeniach niepodległościowych. Teraz znalazła się w Warszawie po powrocie z reporterskiej podróży do Związku Radzieckiego i poprosiła mnie o pomoc w zorganizowaniu spotkania z Adamem Michnikiem i Jackiem Kuroniem. Przy obiedzie pogratulowała im osiągnięć, ale dodała, że niestety niczego podobnego nie należy się spodziewać w Związku Radzieckim. Kuroń zaprotestował. Powiedział, że jest w błędzie, a Związek Radziecki wkrótce się rozpadnie. Zacznie się od konfliktów narodowościowych, mówił, i gotów był nawet założyć się o butelkę szkockiej whisky, że do pół roku dojdzie w ZSRR do aktów przemocy. Wygrał zakład, gdy kilka miesięcy później wybuchły zamieszki w Ałma Acie.

To wieczorne spotkanie wywarło na mnie głęboki wpływ. Kuroń, choć nigdy nie wyjeżdżał z Polski, wydawał się tak pewny swego. Jego argumentacja opierała się już nie tyle na prawach moralnych, ile na poglądach na temat słabości władz. Przekonał mnie, że PRL jest państwem słabym. Próbowało ono zachęcić, zastraszyć, a nawet przekupić robotników podwyżkami płac, ale wszystkie te strategie zawiodły. Można było podejmować kolejne próby, ale każda z nich coraz bardziej osłabiała władze państwa. Na płaszczyźnie osobistej oznaczało to, że ja też nie muszę ani trochę obawiać się PRL. Szybko przyszło mi do głowy, że im trudniejsze pytania będę zadawać podczas cotygodniowych, pokazywanych w telewizji rządowych konferencji prasowych, tym lepszy będę miał dostęp do polskich osobistości państwowych. Być może, myślałem, władze uznają, że trudne pytania zadawane przez mówiącego po polsku reportera NewYork Timesa umacniają ich wizerunek reformatorów i legitymizację. Innymi słowy, w dobie sankcji i międzynarodowego ostracyzmu pytania te dowodziły, że przynajmniej prasa zagraniczna traktuje władze poważnie. Zakładałem, że jestem obserwowany i że mój telefon jest na podsłuchu, ale poza tym, jeśli nie liczyć częstego legitymowania mnie na ulicy, dawano mi zasadniczo spokój.

Poczułem się do tego stopnia pewnie, że ignorowałem sugestie redakcji mojej gazety, bym więcej uwagi poświęcał Komitetowi Centralnemu, a mniej dysydentom. W jednym z listów redaktor napisał, że wie, iż jestem romantykiem i mam przyjaciół wśród dysydentów, ale czy czas "Solidarności" już nie minął? Wiedziałem, że się myli i że o kształcie przyszłości nie będą decydować stare partyjne struktury. Dlatego dalej pisałem głównie o tych, którzy pragnęli odrzucenia i zmiany obowiązującego systemu. Zbierane materiały pozwoliły mi w końcu napisać w 1988 roku książkę (Mad Dreams, Saving Graces [czy było tłumaczenie polskie?]) - pierwszą pozycję w języku angielskim dokumentującą koniec komunistycznych rządów w Polsce. Jednak wydarzeniem, które w wymiarze symbolicznym oznaczało dla mnie wyjście poza ograniczenia dziennikarstwa "geometrycznego" było przyjęcie z okazji czterdziestych urodzin Adama Michnika, które miałem zaszczyt wydać u siebie w domu.

Kiedy Michnik przebywał w więzieniu, część jego przyjaciół sugerowała, by jego wyjście na wolność uczcić przyjęciem. Wiele się nie zastanawiając, wypaliłem, że skoro nasz dom na Mokotowie jest większy niż mieszkanie Michnika, może chcieliby, by przyjęcie odbyło się u nas. Ponad rok później Adam i jego przyjaciele spytali mnie, czy była to oferta na serio. Spytałem, ilu gości może się zjawić. Odpowiedział, że od 300 do 400. Przełknąłem ślinę i zacząłem intensywnie myśleć. Władze PRL z pewnością nie byłyby zachwycone, że korespondent amerykańskiej gazety organizuje przyjęcie dla wybitnego dysydenta, na którym z pewnością zjawią się przedstawiciele podejrzanych, nielegalnych organizacji opozycyjnych. Także i moja redakcja źle przyjęłaby wiadomość o przyjęciu, traktując je zapewne jako niepotrzebną i potencjalnie niezręczną ingerencję w życie polityczne kraju, w którym byłem jakoby korespondentem. Ale przyjaźń zobowiązuje, więc powiedziałem, że jasne, zapraszajcie kogo chcecie. Policja dowiedziała się o imprezie i przesłuchała mojego gospodarza przed przybyciem gości, ale przyjęcie udało się wyśmienicie. Przeciągnęło się do białego rana, a słynni pisarze i reżyserzy filmowi pili drinki i rozmawiali z hutnikami, księżmi, nie tak dawno jeszcze ukrywającymi się działaczami i przyszłymi ministrami. Do dziś nigdy o tym nie pisałem. Z jednej strony była to sprawa prywatna, ale z drugiej - ważny etap mojego dziennikarskiego rozwoju w tamtych latach, kiedy ku własnemu zaskoczeniu odkryłem, jak łatwo jest grać bohatera - choć w rzeczywistości wcale nim nie byłem.
Michael Kaufman

Teksty napisane do katalogu wystawy "Polska Na Pierwszej Stronie". Wystawa sponsorowana przez PKN Orlen, Prokom SA , Oracle-Polska i PLL LOT będzie czynna do 29 listopada w gmachu "Gazety Wyborczej". Wstęp wolny. Sprawdz rowniez: www. polskanapierwszejstronie.com

  wstecz     |     index     |     dalej  
HYPERmedia 2002
Korespondent New York Times