Copyright 1983 The Washington Post
The Washington Post
czwartek, 6 października 1983
Bradley Graham (Washington Post Foreign Service)
- To najlepsza wiadomość jaką usłyszałam od czasów wyboru Karola Wojtyły na papieża - wykrzyknęła młoda kobieta, porównując dzisiejsze podekscytowanie panujące w Polsce do ogromnego wzrostu dumy narodowej i emocji, jaki towarzyszył ogłoszeniu byłego biskupa krakowskiego papieżem Janem Pawłem II w 1978 r.
Podobnie jak tamto wydarzenie i triumfalny powrót nowego papieża do ojczyzny w 1979 r. były istotnym bodźcem, który przyczynił się do zorganizowania Solidarności, tak i dzisiaj wiadomość, że Lech Wałęsa zdobył pokojową nagrodę Nobla dostarczyła zwolennikom Solidarności wznowionego poczucia misji. Zmuszone do obrony władze komunistyczne Polski starały się pomniejszyć znaczenie wydarzenia, deprecjonując nagrodę jako gest podyktowany polityką.
Moment ogłoszenia szczególnie uradował zwolenników Wałęsy, ponieważ zbiegł się z coraz bardziej zjadliwą oficjalną kampania zniesławiającą Wałęsę i poniżającą wszystkich tych, którzy uporczywie pozostali w otwartej opozycji do rządu generała Wojciecha Jaruzelskiego. Niektórzy Polacy, a także zachodni dyplomaci spekulowali, że władze załagodzą teraz ostre ataki na Wałęsę.
Faktycznie, początkowa reakcja rządu wydawała się bardzo ostrożna. Czteroakapitowy tekst ogłoszenia nagrody, po raz pierwszy odczytany w warszawskim radiu kilka godzin po ogłoszeniu wiadomości w Oslo, unikał rzucania nowych obelg na byłego przewodniczącego Solidarności, a zamiast tego próbował pomniejszyć znaczenie decyzji, twierdząc, że nagroda została nadużyta dla celów politycznych.