Eugene Patterson: Pragnę
przekazać pozdrowienia od kolegów, dziennikarzy
amerykańskich. Chciałbym również przekazać
gratulacje za odważne kroki, które Państwo
poczynili, żeby stworzyć niezależne, wysokiej jakości
dziennikarstwo w Europie Wschodniej. W waszych
krajach, podobnie jak w moim kraju, pierwszym
wymaganiem, obowiązkiem dziennikarza jest zyskać
wiarygodność, zaufanie publiczności. Pierwszym
krokiem, aby zyskać to zaufanie, jest uwolnienie się
od kontroli rządowej. Kiedy czytelnicy czy widzowie
wiedzą, że organizacje prasowe przekazują prawdę,
jeżeli prawda jest wstydliwa czy niemile widziana
przez rząd, niezależność mediów stanowi, czy też
umożliwia to zaufanie. Mój kraj powstał przeciwko
dominacji kolonialnej przez Koronę Brytyjską w XVIII
wieku. Założyciele nowej republiki amerykańskiej
wpisali do konstytucji postanowienie, na mocy której
rząd nie może wprowadzić ustawy ograniczającej
wolności prasy. Po dziś dzień żaden prezydent, żaden
ustawodawca, żaden sędzia nie śmie zaproponować
ustawy, która by ograniczyła tę konstytucyjną
swobodę. Jak pisał jeden z pierwszych prezydentów
Stanów Zjednoczonych, Thomas Jefferson, wolność słowa
to wolność, której nie można ograniczyć, żeby
jej nie stracić. A wy, w Europie Wschodniej, odważnie
doprowadziliście media do niezależności. Ta niezależność
jest pierwszym krokiem na drodze do zyskania zaufania
czytelników. Wiarygodność jest zatem podstawową
wartością dobrego dziennikarstwa. Bez niezależności
praca dziennikarzy byłaby niewiarygodna i bez
znaczenia.
Naszym nowym panem jest oczywiście opinia publiczna,
która porusza się na szerokim i burzliwym terenie,
zwanym rynkiem. Wasza niezależność często zależy
od tego, jak bardzo jesteście gotowi za nią walczyć.
Śledziłem waszą odważną walkę od trzynastu lat,
walkę o to, żeby przekonać władzę, że wolność
prasy to swoboda, której nie można ograniczyć drogą
oficjalną, jeżeli nie chcemy jej utracić. Jeżeli
urzędnicy ograniczą jeden aspekt wolności słowa
dzisiaj, to jakie aspekty ograniczą jutro? Zdaje
sobie sprawę, że w Europie Środkowej były problemy
związane z tym, że nie zawsze pochlebnie wyrażaliście
się o ich rządach. Słyszałem o problemach, z którymi
mieliście do czynienia, o ostrzeżeniach i pogróżkach,
na jakie byliście narażeni od nowej władzy.
Przyjechałem tutaj, żeby powiedzieć Wam, że nie
jesteście sami. Rząd ma szeroki zasięg, ale jako
organizacja monitorująca rząd, a nie służąca rządowi,
my musimy być okiem i uchem opinii publicznej. I ta
walka musi trwać. Żaden rząd amerykański nie może
wprowadzić ustawy zagrażającej wolności prasy, rządy
mają nadal możliwość ograniczania, a
niedopuszczania do publikacji artykułów, narzucania
podatku....
„Washington Post” opublikował informacje
o skandalu „Watergate”, która doprowadził
do rezygnacji Nixona. Najlepszą obroną przed nadużyciami
władzy jest informowanie o nadużyciach i liczenie,
że społeczeństwo poradzi sobie z rządem. Trzeba
unikać też pokusy, żeby być popularnym, wiadomo,
że dziennikarz zawsze komuś się narazi. Partie
polityczne zawsze będą miały opory przeciwko
krytyce i będą mówić, że opinie, z którymi się
nie zgadzają, są albo niesprawiedliwe, albo
niepatriotyczne. To jest ludzka słabość. Dobry
dziennikarz zawsze stara się pisać w sposób
uczciwy, ale mówienie prawdy pociąga za sobą ryzyko
niepopularności. Jest to ciężar, który musimy
przyjąć. Każdy dziennikarz zdaje sobie sprawę z
tych naturalnych nacisków, które zawsze były udziałem
mediów. Ale pojawiają się nowe naciski, które
pojawiają się na rynku.
Gazety niezależne finansowo, będące własnością
jednej rodziny, właściwie już nie istnieją w
Stanach Zjednoczonych. Własność przez grupy kapitałowe
właściwie już teraz przeważa. Wiele z tych
rodzinnych gazet uprawiało złe dziennikarstwo, będące
odzwierciedleniem przesądów bądź poglądów
politycznych, lub chciwości rodzin właścicieli.
Inne gazety były bardzo dobre, przykładem „New
York Times” i „Washington Post”, które
nadal pozostają w rękach prywatnych. Czy dobre, czy
złe, te różne ośrodki dawały różne głosy, spośród
których opinia publiczna mogła wybierać. Obecnie w
Stanach Zjednoczonych mamy znacznie mniej niezależnych
głosów ponieważ spadkobiercy sprzedawali swoje
gazety w zamian za duże pieniądze. Nowy nacisk - te
grupy kapitałowe starają się rozwijać w szybszym
tempie, niż konkurencja, większość z nich
sprzedaje swoje akcje na giełdzie na Wall Street. Własność
publiczna pozwala grupom nabywać nowe tytuły, co
powoduje większą koncentrację własności.
Akcjonariat publiczny, możliwość kupowania udziałów
w mediach, które poprzednio były prywatne, ma dwie
konsekwencje, jedną pozytywną, drugą negatywną.
Pozytywnym skutkiem tej struktury kapitałowej jest
udostępnienie kapitału na zakup współczesnego sprzętu
i wprowadzenie centralnego, sprawnego zarządzania
gazetami, które poprzednio były ubogie. Negatywnym
skutkiem jest to, że część grup kapitałowych
stara się ograniczać koszty kosztem jakości, aby
zwiększyć przychody, a tym samym zwiększyć wartość
akcji, udziałów dla akcjonariuszy. Ludzie inwestują
oszczędności głównie po to, żeby zarabiać na giełdzie,
a nie po to, żeby się poświęcać dla dobra
publicznego. Wartość inwestycji rośnie tylko wówczas,
kiedy inwestujemy w firmy, które dają większą
dywidendę, większy zysk od udziału. Obserwujemy
koncentrację własności monopoli prasowych, nie ma
już konieczności konkurowania, jest też akcjonariat,
są to spółki akcyjne, czyli udziałowcy nie chcą
się poświęcać dla dobra ogółu.
Przedstawiłem tutaj dość ponury obraz, ale nie
wszystko zostało przegrane. Istnienie negatywnych
nacisków nie znaczy, że sytuacja będzie zła. Jeżeli
istnieje wolny rynek, konkurencja wyrównuje sytuację.
Jeżeli jeden przedsiębiorca lekceważy potrzeby społeczne,
kierując się chciwością, inny przedsiębiorca
zaspokoi te potrzeby w taki sposób, by jednocześnie
wypracować zysk. Kiedy opinia publiczna zdaje sobie
sprawę, że jest źle traktowana, zagłosuje nogami i
będzie kupować produkty tych firm, które lepiej służą
interesowi publicznemu. A ideał służby społeczeństwu
przy jednoczesnym wypracowaniu rozsądnego zysku jest
siłą napędową najlepszego dziennikarstwa.
Czy dziennikarze i wydawcy, są na tej samej stronie?
Czy służą społeczeństwu, czy służą zyskowi?
Odpowiem na to pytanie następująco: wypracowujemy
zysk pracując dla społeczeństwa. Tych dwóch zadań
nie da się rozdzielić. Jedno i drugie jest niezbędne,
aby organizacja prasowa przetrwała i się rozwijała.
Nie uważam się za idealistę, skoro wierzę, że
organizacje medialne mogą dobrze pracować, nie
ulegając jednocześnie naciskom, które skłaniałyby
je do ograniczenia wypowiedzi. Społeczeństwo
oczekuje, że będą mówić w sposób śmiały i odważny,
a rynek będzie nagradzał tych, którzy spełniają
takie oczekiwania.. Mówię to na podstawie własnego
doświadczenia. Byłem redaktorem w trzech różnych
gazetach amerykańskich, które opierały się
naciskom, by pójść na łatwiznę i wybrały
trudniejszą ścieżkę, kierując się interesem
publicznym. Wszystkie trzy gazety odniosły sukces.
„Athlantic Constitution” uznała w latach
60-tych, że musi nie godzić się na politykę panującą
w stanach Południa - segregację rasy czarnej i białej
na dwie nierówne grupy. Martin Luther King poprowadził
masy czarnych na manifestacje, nie kierując się
przemocą, żądając końca apartheidu w Stanach
Zjednoczonych. „Constitution” i kilka
innych gazet z Południa przedstawiały na użytek
swoich białych czytelników argumenty przemawiające
za naprawieniem tych krzywd. Argumenty moralne były
bardzo niepopularne. Gazety Południa były
przedmiotem ataku polityków opowiadających się za
segregacją i którzy starali się zaszkodzić tym
gazetom. Ucierpiały one na tym gospodarczo,
finansowo. Starano się je uciszyć, ale pisma te żądały
tak długo sprawiedliwości dla czarnych obywateli, aż
sądy federalne Stanów Zjednoczonych i Kongresu, pod
przywództwem prezydenta Lyntona Johnsona, zakazały
praw i praktyk, które legalizowały segregację rasową,
zastępując je prawami obywatelskim dającymi
obywatelom Stanów Zjednoczonych równe prawa. „Athlantic
Constitution” zapłaciła wysoką cenę za to,
że przekazywanie niepopularnej prawdy swoim
czytelnikom na Południu, ale zyskała reputację
gazety niezłomnej.
Drugie doświadczenie miało miejsce w roku 1971 roku.
„Washington Post” wspólnie z „New
York Times” zaczęły otrzymywać i drukować
fragmenty dokumentów Departamentu Obrony na temat
przesłanek, które skłoniły Amerykę do ugrzęźnięcia
w wojnie w Wietnamie. Biały Dom pod przywództwem
Richarda Nixona i Departament Sprawiedliwości
nakazali wstrzymanie druku tych dokumentów. I gdy
„Post” i „Times” odmówiły,
rząd zażądał od sądów federalnych, by nas
powstrzymały przed ich publikowaniem, powołując się
na względy bezpieczeństwa narodowego. Skierowaliśmy
sprawę do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych
powołując się na przepis konstytucyjny zakazujący
rządowi amerykańskiemu wprowadzanie ustawy
ograniczającej wolności prasy. Rząd nie wykazał,
że upublicznienie dokumentów pentagońskich
zaszkodziło bezpieczeństwu narodowemu. I dziewięcioro
sędziów z Sądu Najwyższego większością 6 do 3
postanowiło odrzucić ten wniosek. „Washington
Post” nie cieszyła się wówczas popularnością
w kręgach rządowych Waszyngtonu. Ale z czasem
czytelnicy zaczęli doceniać i podziwiać odwagę
wydawcy, świętej pamięci Catherine Graham, która
była rzuciła na szalę zyski i być może przyszłość
swojej firmy w imię prawa opinii publicznej do
wiedzy. „Post” rozwinął się, zyskał wpływy
i stał się gazetą rentowną dzięki tej
niepopularnej decyzji podjętej trzydzieści lat temu.
Ostatnie moje doświadczenie pochodzi z czasu, kiedy
pracowałem w „Saint Perios Broke Times”.
Byłem nie tylko redaktorem, ale również przewodniczącym
zarządu i prezesem, czyli wydawcą. „Times”
to najbardziej kontrowersyjna gazeta wydana w czwartym
co do wielkości stanie, Florydzie. Redaktorzy starają
się przedstawić z punktu widzenia liberalnego
kwestie polityczne, społeczne i gospodarcze dla
czytelników, którzy są dość konserwatywni. To
powoduje tarcia z reklamodawcami. Niezadowolenie
konserwatywnych czytelników przejawia się w tym, że
redakcja dostaje cały czas nieprzychylne listy.
Gazeta chce przedstawić wyważony argument
przedstawiają liberalny punkt widzenia na użytek
konserwatywnych czytelników. Jest to w interesie
publicznym. W tej chwili nakład gazety przekroczył
nakład „Miami Herold”. „Saint
Perios Broke Times” jest największym
dziennikiem na Florydzie. Bezpośredni konkurent,
konserwatywne pismo „Tampet Tribune” teraz
sprzedaje dziennie sto tysięcy mniej gazet niż
liberalne pismo „Times”.
„Atlanta Constitution”, „Washington
Post” i „Saint Perios Broke Times”
były wierne swoim przekonaniom, służyły zarówno
czytelnikom, jak i zyskom, ponieważ w ten sposób
uzyskały bezcenny kapitał jakim jest zaufanie
czytelników. Oni wiedzą, że te gazety trzymają się
swoich zasad, a kierują się interesem publicznym.
Takie gazety nie dadzą się zastraszyć i społeczeństwo
o tym wie. Nie będą pozytywnie pisać o przyjaciołach,
ani też obawiać się wrogów, jeżeli to byłoby
niezgodne z interesem publicznym. W razie konfliktu
tych dwóch interesów, bez wahania będą kierować
się interesem publicznym, a nie własnym, co wykazały
niejednokrotnie. Czytelnicy to rozumieją, a gazety
otrzymują największą nagrodę jakim jest zaufanie
czytelników. A od zaufania biorą się zyski. Więc
moi odważni przyjaciele, trzymajcie się wytyczonego
kursu, jakim jest niezależność, ponieważ stanowi
ona natchnienie dla nas wszystkich.